Nie Poddawaj Się





Tytuł: Nie Poddawaj Się
Autor: Rainbow Rowell
Data publikacji: 12.10.2016
Gatunek: Fantasy
Ilość stron: 510


Słyszałam bardzo różne opinie o twórczości Rainbow Rowell, więc sceptycznie podchodziłam do tego utworu. Szczególnie niepewnie czułam się, mając na uwadze, że jest to fanfiction z książki "Fangirl". Obawiałam się, czy autorka będzie w stanie należycie wykreować taki koncept, żeby nie wydawał się zwyczajnie mdły. A jak jej to wyszło?


Czarodzieje żyją obok Normalnych (mugoli?) ukrywając przed nimi swoją magię. Simon Snow, nasz główny bohater i jednocześnie Wybraniec, który ma ocalić świat magii. Nastoletni osierocony czarodziej, który uczy się w brytyjskiej szkole magii "Watford" i zaskakująco często przyciąga kłopoty. Elitarną szkołę prowadzi wyrozumiały Mag, pragnący wszystkich zjednoczyć i umożliwić naukę nawet osobom, które nie są czystej krwi (brzmi znajomo?). Simon jest na ostatnim roku nauki. Przygotowuje się i rozwija swoje umiejętności (co idzie mu dość kiepsko), by pokonać Szarobura, wielkiego złoczyńcę, który zagraża czarodziejom przez tworzenie miejsc zupełnie pozbawionych magii. Snow zupełnie nie jest gotowy do swojej roli, choć przepełniony mocą, nie potrafi jej ukierunkować, a jego różdżka w połowie przypadków zwyczajnie nie działa. Na domiar złego dzieli pokój ze swoim arcywrogiem - Bazem, który nie zjawił się w szkole. Chłopak wyrusza na poszukiwania współlokatora - wampira, głęboko wierząc, że ten knuje coś okropnego, a on koniecznie musi temu zapobiec.


Ciężko mi się wypowiedzieć na temat tej pozycji. Już na samym początku dzwoniło mi w głowie "gdzieś to już czytałam" i to czytałam dużo lepszą wersję. Niemal wszystko miało swój Potterowski odpowiednik i bardzo mi to przeszkadzało. Bohaterowie może nie byli najnudniejsi, ale nie różnili się na tyle bardzo od sagi J.K. Rowling, żebym czuła się komfortowo i nie wysnuwała porównań NA KAŻDYM KROKU - Simon to Harry, Mag jest niczym Albus Dumbledore, Penny to taka Hermiona z domieszką Rona, Baz to nikt inny jak Draco, a Szarobur to zwyczajnie Lord Voldemort. Nawet Hagrid miał żeński odpowiednik w postaci pasterki kóz, Ebb. Tych zbieżności jest znacznie więcej.


Akcja utworu na samym początku niemiłosiernie mi się ciągnęła. Oglądamy narzekanie Simona na jego współlokatora i szalone teorie dotyczące tego, co mogło się z nim wydarzyć. Niestety, im dalej brnęła akcja, tym bardziej utwierdzałam się, że fabuła jest wykonana co najmniej kiepsko i za bardzo czerpie z Harrego Pottera, przy czym jedyne co robi, to wprowadza zamieszanie. Nie byłam w stanie zorientować się, jak działa system magii, był dla mnie zbyt bezsensowny. Wypowiadane zaklęcia w zamiarze miały czytelnika rozśmieszać, ja się wyłącznie krzywiłam...
(Ukaż się, ukaż, gdziekolwiek jesteś! Pora wyjść z ukrycia! Scooby-Dooby-Doo, gdzie cię poniosło!)
Poważniejsze formuły dużo bardziej przypadłyby mi do gustu.


Wypadałoby wspomnieć o romansie. Ah, ten romans, gdy tylko został wprowadzony nawet nie wiedziałam, jak mam zareagować, bo klasyczne przewrócenie oczami w tym wypadku nie wystarcza. Wyobrażacie sobie Harrego romantyczne zainteresowanego Draco? (ja też nie) Stąd, gdy po monologu wampira, mającym na celu upokorzenie Simona, wyznaje on, że jest w nim szaleńczo zakochany, szczęka mi opadła. Nie mam nic przeciwko reprezentacjom homoseksualizmu, wręcz przeciwnie, dobrze, że zaczynają się coraz częściej pojawiać. Ważne tylko, aby zostały one ukazane porządnie, a nie tylko po to, żeby "były", bo w takim wypadku przynosi to tylko odwrotne do zamierzonych efekty. Autorka ma ode mnie plus za zamieszczenie ich, jednak byłyby one bardziej zrozumiałe, gdyby postaci wydawały się trochę mniej nijakie. Nie widziałam logicznego wytłumaczenia, dlaczego Baz był zainteresowany Simonem, jeśli cała ich relacja opierała się na przemocy, kłótniach i wzajemnej nienawiści.


Dopiero pod koniec powieści kibicowałam chłopakom w ich związku. Autorce udało się w pewnym stopniu rozwinąć dynamikę ich relacji, na szczęście na tyle, bym zainteresowała się historią tej dwójki i tym, jak się ona potoczy. Być może młodzi czytelnicy wciągną się szybciej w intrygi uczniów z Watford, gdyż styl pisania Rainbow Rowell sprawia, że czyta się jej utwory w bardzo dobrym tempie. Gdyby "Nie poddawaj się" stało bardziej na własnych nogach niż opierało się na "Harrym Potterze" z pewnością byłabym nim bardziej zauroczona. Uwielbiam magię, magiczne stworzenia i szkolne intrygi. Tytuł miał szansę na powodzenie. Niedawno został zapowiedziany sequel, który pojawi się w dość odległej przyszłości - 2020r. Mam nadzieję, że autorka słusznie wykorzysta ten czas i rozbuduje historię bardziej niezależnie.

Komentarze

  1. Wydaje mi się, że niestety mogłabym się irytować takimi formułami zaklęć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może co niektórym się podobają, ale mnie strasznie wybijały z zainteresowania fabułą :)

      Usuń
  2. No tak, fantasy to nie moja bajka...

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi nawet ciekawie, ale ja nie przepadam za tym gatunkiem książek. Nawet Harry'ego Potter'a nigdy nie przeczytałam. :x Jeśli chodzi o takie "magiczne" motywy, to tylko i wyłącznie sagę z Cullenami przeczytałam. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty